12 maj 2015

Prolog

Uśmiechnęłam się szeroko, gdy Ashton razem z chłopakami przestali śpiewać kolejną piosenkę. Od zawsze twierdziłam, że oni powinni zostać zespołem, a nie pracować, ale po co mnie słuchać. 
Skręciliśmy właśnie w leśną drogę, która miała zaprowadzić nas pod sam pensjonat. Mój chłopak odziedziczył go po jego zmarłej rodzinie i podobno nikt tam już nie przebywa. Dlatego też zgodnie stwierdziliśmy, że możemy tam pojechać teraz, gdy na studiach mamy przerwę i odpocząć. Bo co się może złego stać? Więc jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. Spakowaliśmy potrzebne nam rzeczy, zabraliśmy przyjaciół i tak o to jesteśmy jakieś 10 kilometrów od celu. 
- Co powiecie na imprezę wieczorem? — spytał Mike siedzący na samym tyle samochodu. Pojazd był siedmioosobowy, ale i tak było nas tutaj tylko pięcioro. Pozostała czwórka jechała autem Caluma. Ashton, który kierował spojrzał na przyjaciela w przednim lusterku i pokiwał powoli głową. — Będzie głośno ludzie! — krzyknął radośnie chłopak, poprawiając przy okazji swoje niebieskie włosy. Pokręciłam głową z dezaprobatą i wróciłam wzrokiem do przedniej szyby. Dłoń cały czas trzymałam na udzie Ashtona, co jakiś czas ściskając je lekko, a z tego co widziałam, jemu to nie przeszkadzało. 
- Daleko jeszcze? — jęknął głośno niezadowolony Luke, który najwidoczniej nie mógł wytrzymać przy chrapiącym Max'ie. 
- Już jesteśmy — odezwał się po chwili Ashton. Wszyscy rozejrzeli się się dookoła i zaczęli wysiadać, a ja odwróciłam się i szturchnęłam brata, by go obudzić. Niestety nic to nie dało, bo tylko chrapnął i dalej spał. Zrezygnowana w końcu wysiadłam i w tym samym momencie na podjeździe zatrzymało się czarne auto, z którego wysiadła pozostała część naszej grupy.
- Wybaczcie, że tak długo, złapaliśmy gumę — wytłumaczyła Amy. Skinęłam głową i podeszłam do Ashtona, który stał na środku chodnika i przyglądał się budynkowi, który swoją drogą był baaardzo duży. Nagle na schodach pojawiło się dwie kobiety i jeden mężczyzna, a nasz wzrok od razu padł na ich parasolki w dłoniach. Przecież świeciło słońce... Ale może gdzieś się wybierali, bądź zbierało się na deszcz, a ja byłam po prostu niedoinformowana. 
- Witaj w domu Ashton.

2 komentarze:

  1. Wow! Wow! Wow! I jeszcze raz wielkie WOW! Prolog nie ukazuje dużo, ale to dobrze. Niech będzie tajemniczy. A ty wiesz jak ja ubóstwiam takie klimaty, soo... Czekam na 1 xx. Do następnego. Koooocham! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale tajemniczość ogarnęła mnie po tym prologu! :) Jak to mówią, tajemnice musimy rozwiązywać. Tak więc, rozdział kolejny będzie niesamowicie tajemniczy, ile tajemnic się w nim skrywa? Rozdział jest amazing, wonderful ☆ Nie wiem co mogłabym o nim napisać - spodobał mi się i to bardzo! :)
    Weny, kochanie :*

    OdpowiedzUsuń